Wywiad z Krystianem Svitakiem

Dobra, zagrajmy w kamień, papier, nożyczki żeby ustalić kto zacznie ten wywiad.
W porządku.

Na trzy zaczynamy. Gotowy?
Taa.

Raz, dwa, trzy. Ja mam kamień.
Ja też (śmiech..).

Dobra, gotowy? Raz, dwa, trzy. Nożyczki.
Kamień.

Dobra więc wygrałeś. Jedziemy jeszcze raz?
(Śmiech..) Jeśli chcesz możesz zaczynać.

Dobra styknie chyba. Wygrałeś. Zacznijmy od tego, gdzie mieszkasz. Oceanside, California nie jest raczej sercem światowego skateboardingu. Czemu więc tam żyjesz?
To trochę śmieszne ‚bo kiedy się tu przeniosłem każdy mówił, „będzie ci się mieszkało w Encinitas…”

Czy było to może z powodu ludzi jeżdżących tam wtedy?
Tak. Pojechałem do Invisible – oni byli wtedy poza Oceanside. Ale wciąż każdy kogo znałem mówił, „Encinitas jest super miejscem do życia.” Inni mówili mi też „Nie przenoś się nigdy do Oceanside. To najgorsze co możesz zrobić.” I takie tam. Więc żyłem w Encinitas z paroma przyjaciółmi i to była z lekka lipa. Wkrótce okazało się, że mój kolega potrzebował współlokatora w mieszkaniu w Oceanside. Pomyślałem sobie wtedy, „Dobra, jadę. Zrobię to co wszyscy mi odradzali.” Tak więc pojechałem do Oceanside i okazało się ono jednym z najlepszych miejsc na ziemi. Tu jest zajebiście bo to większe miejsce i wygląda na to, że tutejsza policja ma lepsze rzeczy do roboty niż ganiać mnie kiedy jeżdżę.

Czy myślałeś kiedyś żeby wrócić do Cleveland?
Tak, bardzo często. Właśnie dzisiaj o tym rozmawiałem. Chcę wrócić, ale życie w Californii jest w porządku. Ale pmimo to wciąż wracam do Cleveland dosyć często. Jeśli mam okazję kręcić film czy też robić triki na fotki kiedy tylko moge wracam do Ohio.

Na święta też zawsze wracasz?
Tak. Zawsze wracam na Halloween, Boże Narodzenia i jestem tam też czasem w lecie. Zawsze, kiedyn jadę w trasę, upewniam się, że będziemy jechać przez Claveland, żeby nagrać jakieś demo czy coś. Przez to zdecydowanie łatwiej mi tam wpaść.

Czy wciąż jesteś tak wielkim fanem Californii, jakim byłeś przed przeprowadzką?
Myślę, że zmienił się sposób w jaki to postrzegam. Już raczej tak wielkim fanem nie jestem. Ale mówię tylko o południowej Californii, czaisz. Jest lipna. Myślę, że L.A. jest całkiem w porządku, ale ogólnie, jest lipa w porównaniu do tego gdzie mieszkałem.

Czy wciąż jesteś fanem innch skaterów tak jak byłeś zanim się przeprowadziłeś do Californii i nie poznałeś ich osobiście?
Powiedział bym nawet, że jeszcze większym. Było kilku, nie przytoczę ich nazwisk, którzy mnie rozczarowali. Podziwiasz ich, w końcu ich poznajesz i w końcu uświadamiasz sobie, że są trochę nierówni, czaisz? Ale większość ludzi, których poznałem – inni prosi których podziwiałem za dziecka są naprawdę konkretnymi, zajebistymi ludźmi. It makes it that much better when they’re cool people. Kilku z nich jest moimi przyjaciółmi. Byli zdziwieni kiedy ich nie znałem, teraz znam ich osobiście, są naprawdę dobrymi ludźmi. Cała moja ekipa jest wporządku.

Jak to jest jeździć dla Black Label, być w teamie z ludźmi, którzy byli twoimi idolami, kiedy dorastałeś?
To niesamowite człowieku. Nie mogę nawet znaleźć słów, żeby opisać jak niesamowite to jest. Wydaje mi się, że ważne jest to, żeby pamiętać kogo się podziwiało w wieku 14-15 lat. To sprawia, że życie jest bardziej ekscytujące, to, że zasz tych ludzi teraz sobiście. Czaisz o co mi chodzi. Matt Hensley, Mike V (Vallely), (John) Lucero, (Jeff) Grosso, (Wade) Speyer i teraz także Neil Blender wchodzą w to. Duane Peters też. Salmon (Agah), Jason Adams. To są ludzie których zawsze oglądałem w magazynach, jeździłem na ich deskach i oglądałem przejazdy na video przez długie lata. Przede wszystkim, Black Label nie jest tylko firmą do której wszedłem dla sponsoringu. Od kiedy zacząłem jeździć była to moja ulubiona firma skatowa. Kiedy dostałem się do Black Label, wróciłem do Ohio, poszedłem do domu moich rodziców i wywaliłem wszystkie ciuchy Black Label jakie miałem – nawet te z wczesnych 1990s. I teraz wciąż w nich chodzę. Jestem tym strasznie zajarany! To jest jak „Człowieku nie miałem na sobie tej starej koszuli Max Evans od 1991.” A teraz jestem częścią ich teamu. To jest coś więcej niż sny z dzieciństwa. Nie wszyscy jeździmy zawsze razem na desce, ale wydaje mi się, że tworzymy jeden z najczystszych, najbardziej zgranych teamów. To nie jest tak, że „Jeśli ktoś nie pasuje to go wycinamy.” To jest nasz team. Oto kim jesteśmy. Skateboarding wygląda na zorganizowany biznes ale nie obchodzą nas ludzie którzy mieli ogromny wpływ na rozwój deskorolki. Michael Jordan nie robi już nic, ale jednak nie zapomnieliśmy o nim. Są konkretni ludzie, którzy moim zdaniem powinni być wspierani i mieć swoje pro modele, bo oddali się skateboardingowi.

Jeśli jest jakaś rzecz której nauczyłeś się od rozpoczęcia jazdy w teamie to co to jest?
Najlepszą rzeczą, której się pozbyłem w skateboardingu to schematyczność – a kiedy mówię skateboarding, mam na myśli skateboarding i punkrock – w obu przypadkach nie obowiązują żadne zasady, a wiąże się z tym kreatywność, osobowość i świetnie spędzony czas. Kiedy mówimy o jeżdżeniu według jakiś zasad nie tyczy się to Black Label. Nie mamy żadnych zasad – każdy robi wszystko po swojemu i wydaje mi się, że skateboarding powinien taki być.

Czy twój wkład w tworzenie muzyki, granie w zespole wywodzi się z tego samego co twoja zajawka na deskorolkę?
Od kiedy byłem dzieckiem, zawsze chciałem grać w zespole. Mój tata i wujkowie grali w kapelach rock-and-rollowych. Każdy w mojej rodzinie był jakimś muzykiem, część grała w zespołach, więc myślę, że mam to we krwii. Zauważyłem opcję, czego mógłbym dokonać będąc w zespole kiedy zacząłęm jeździć i słuchać punkrocka. Zauważyłem wtedy ludzi, którzy śpiewali o rzeczach innych niż picie browarów i napierdalanki. Zorientowałem się, że istniała cała sieć ludzi, którzy byli zupełnie tacy jak ja, czuli się tak jak ja się czułem – chcieli łamać wzorce, komunikować się i pomagać innym.

Na czym tam grasz?

Perkusja.

Jako perkusista i skater, powiedz jakie nastąpiły tendencje i zmiany w skateboardingu? Nie chodzi mi tu o samą jazdę, ale o ludzi którzy jeżdżą.
Żeby powiedzieć jasno – jest kiepsko. Wpadam na contest i widze kolesi typu Caine Gayle czy Rob Dyrdek. Mają te swoje swetry i naszyjniki i takie tam – ja w tym nie siedzę ale kiedy się rozglądam dookoła, wszędzie widze takich ludzi. A teraz ci kolesie słuchający hiphopu wyglądają jak punkrockowcy bardziej niż ktokolwiek inny. Oczywiście to nie jest żaden trend ale ich to nie obchodzi. Robią co im się chce, myślę, że to jest chore. To wszystko na ten temat. Trzeba reprezentować to kim się jest. Trochę mnie to męczy. Może dlatego, że byłem takim samym dzieciakiem punkowcem od 1988.

Czy jest tu jeszcze coś autentycznego?
Wszystko jest z góry zaplanowane. Panuje nad tym. Też kiedyś byłem dzieckiem i zawsze chciałem być jak Mike Vallely albo Matt Hensley. Jestem pewien, że dzieciaki otwierają gazetkę, dostają motywacji i chcą być jak kolesie, których podziwiają. Jest jeszcze taka sprawa, że riderzy z magazynów mają na sobie odpowiedzialność bycia prawdziwym. Wiesz co mam na myśli? Jest pewna linia wieku która wyznacza poziom twoich zachować. Na przykład kiedy masz 15 lat nic cię nie obchodzi. Możesz być 17-letnim starym hiphopowym dzieciakiem, ale gdy masz na karku swoje 21 lat, stajesz się punkrockowy. To bezsensu. Popatrz tylko. Nie ma nic gorszego nić dzieciak patrzący na swojego ulubionego pro, ale wiedzący, że jego ulubieniec jest sztuczny, ściemnia. To jest lipa człowieku.

Czy jest coś czego zwykli ludzie nigdy nie zajarzą, nawet jeśli deskorolkarze będą im o tym mówić?
Ludzie trochę nie dowierzają kiedy mowię, iż bycie skateboarderem zmienia twój pogląd na świat. I nie mam tu na myśli „Ty widzisz ławkę do siedzenia a ja ławkę do zduszenia nowego tricku” Mam na myśli zachowanie człowieka. To nie zawsze dzieje się na deskorolce. Bycie deskorolkarzem zmienia twoje społeczne nastawienie. Jako skateboarder myślę, że to zmienia też interakcje międzyludzkie.

Jakiego rodzaju jest nazwisko Svitak?
Jest Bohemiańskie. Sposób wymowy tego nazwiska powinien być taki jak to wymawiają Polacy, ponieważ mój pra pra dziadek wyrwał moją pra pra babcię, która była polką. Zdaje mi się, że oni to wymawiali z polskim akcentem.

Byłeś tam kiedyś?
Nie byłem nigdy w Czechach, ale kilka lat temu byłem w Polsce razem z tourem Slap magazine, jeździłem z grupą Polaków. Byłem ja, Joe Brook, Justin Strubing, Mike Rusczyk, Stefan Janoski, Ed Selego i Aaron Suski.

Czy twoi koledzy mieli jakieś uczucia co do mieszkania tam?
Nie było żadnych uczuć co do domu, ale emocji trochę było. Wiem coś o II Wojnie Światowej, w szczególności o holokauście. Nie można było pomóc patrząc na Nazizm szerzący się tam, na zabijających ludzi w Warszawie, wszystkie te straszne rzeczy. Pojechaliśmy do Auschwitz. To było najbardziej wpływające na moje życie miejsce. Kiedy jesteś w klimacie punkrocka, wielu punkrockowców lubi rysować swastyki, dla nich jest to zabawne, nie wiem czemu. Ale kiedy się tam udajesz to jest jak „Wiesz co? To już nie są żarty.” W tym naprawdę nie ma nic śmiesznego. Nie mam pojęcia co jest zabawnego w rysowaniu wszędzie swastyk. Słyszysz ludzi mówiących, „Myślę, że Hitler był naprawdę mąrdym człowiekiem.” Życzyłbym im, żeby zobaczyli co to znaczy przeżyć to. Chciałbym żeby weszli do komory gazowej. Chciałbym, żeby ludzie pomyśleli czy nie płynie w nich krew Polska czy też Żydowska – czy nikt z nas nie ma tam żadnych przodków, których czekała śmierć!? I nie tylko oni mieli być zabici – miało to spotkać każdego kto stanąłby im na drodze. Reszta świata była następna na liście Nazistów włączając w to Amerykanów. Ale pomyślmy czy to naprawdę takie zabawne rysować swastyki i śmiać się z tego?! – nie powiedział bym. Żyjemy w kraju jak Disneyland. Dla nad nie ma tu nic specjalnego. Aktualnie trwa wojna ale co nas to obchodzi?! Idziemy sobie pojeździć na deskorolce a potem kupić coś w sporzywczaku jak zawsze.

Czy kiedy tam przyjechałeś, miejscowi skaterzy odnosili się do was inaczej z powodu tego, że macie swoje nazwiska i swój fejm?
Nie. Było w porządku, normalnie. Wiele ich nazwisk kończyło się na ‚ski’ albo ‚ska’. Byli bardzo mili… (śmiech…).

Zastanawiam się czy jeździsz teraz więcej niż w momencie kiedy zostałeś pro?
Jeżdżę mniej więcej tyle samo. Duszę codziennie.

Czy jest wciąż coś w deskorolce co chciałbyś poprawić?
Coś, co chciałbym naprawdę poprawić i nad czym ostatnio zdecydowanie pracuję to trzymanie luzu kiedy mnie kręcą. Nigdy się nie denerwuję kiedy jeżdżę, ale trace nerwy podczas filmowania. Chcę mieć przyjemność z tego co robię, niezależnie od tego co robię. Filmowanie może być zabawne, jest zabawne ale kiedy jeżdżenie sobie z kumplami na ulicy albo w skateparku jest całkowicie inne niż duszenie na spocie próbując walnąć jakiś konkretny trick, czaisz? W tym drugim przypadku ogromna presja jest wywierana na tobie. Zaczynasz wtedy myśleć „Za co ci ludzie mi płacą? Lipa. Geoff Rowley mógł zrobić te trick za pierwszym razem. Powinienem wrócić do Ohio. To koniec.” To najważniejsza rzecz, nad jaką aktualnie pracuję. Jeździć na luzie, kiedy mnie filmują i mieć z tego przyjemność.

W porządku, coś jeszcze?
Chciałbym podziękować moim sponsorom. Nagrywasz to?

Tak.
Halo, halo? Black Label, 88 shoes, Innes clothing. Destructo trucks, Speed Metal bearings, Accel. wheels, Negative One griptape i Westside Skates z Cleveland.

Ok, mam to.
Fajnie…

No to mi chyba wystarczy. Coś chcesz jeszcze dodać?
Chciałbym jeszcze tylko powiedzieć wszystkim dzieciakom na świecie – nie bądźcie kombinatorami.

Comments are closed.