Bomba Tour – relacja cz. druga

Kolejnym miastem były Katowice, gdzie dojechaliśmy na mega kacu i tu zaczął się street kill. Jak wszyscy wiedzą „Paderewa” jest fajnym dużym marmurowym miejscem idealnym do sekwencji oraz do lotów z półki pomnika. Wymienić tu trzeba Kacpra Ustarbowskiego z Gdańska za czystego cabaleriana i Steva za ollie one foot tailgrab. Spędziliśmy tam cały dzień zachaczając o bibliotekę, skąd nas wyproszono kulturalnie, gdyby nie to, że najpierw Adam „Rodrigo” Golonkiewicz zdążył zdusić ładnego nose slida. Dalej udaliśmy się jeszcze na murek z dziesięciu schodów, który zdusił Ed Selego podczas pobytu w naszym kraju. Tam również Rodrigo triumfował zaliczył kolejnego pięknego nose slidea i olkę. Późnym wieczorem dotarliśmy do Wrocławia. Tu szybko wbiliśmy się do centrum aby wyluzować się po ciężkim dniu pracy. Na początek weszliśmy do fajowskiego klubu o nazwie Mecca w którym poszła duża ilość piwa i parę flaszek. Po uzupełnieniu płynów cała ekipa wyszła na parkiet rozprostować kości, a tu po chwili nastąpił koniec imprezy. Nie trwało to długo bo przeszliśmy na drugą stronę tej samej uliczki i weszliśmy do klubu o fajnej nazwie „Za szybą”. Tego dnia było tam karaoke, wiec można się domyśleć co się tam wydarzyło. Cztery mikrofony zostały opanowane przez najebanych szatanów. Na każdym po trzy osoby wyśpiewujące takie kawałki jak „czy warto było starać się aż do bólu” pani Chylińskiej i ” I’m easy” Faith no More. Najlepszym wokalista był P. Kiełb, który okazał się bardzo dobrym death metalowcem. Na koniec tego pełnego przygód wieczoru chłopcy zebrali jeszcze kilka mandatów na łączną sumę dwóch tysięcy złotych. Nazajutrz byliśmy umówieni o14-stej na skate parku przy Placu wolności, gdzie wszyscy na nas czekali. Demo ciągnęło się parę godzin a kiedy w końcu ściemniło się , przenieśliśmy się na street pod Swidnicką na murek. Oczywiście od razu odwiedziła nas straż miejska, co jednak nie odstraszyło nas od robienia trików. Po pięciu godzinach jazdy non stop obudziłem się rano ze spuchniętym kolanem, które strasznie ograniczało mi zgięcie nogi. Po przybyciu do Brzegu Mietek użyczył mi swojej wypasionej maści, żeby sobie pojeździć w fajowskim skate parku zrobionym przez lokali. Jest to naprawdę super miejsce, które gorąco polecam wszystkim miłośnikom deskorolki. Po nagraniu paru sztuczek rozdzieliliśmy się na dwie grupy żeby jakoś przenocować. Tu pomogli nam Mikołaj i Karolina za co chciałem im serdecznie podziękować. Wieczorkiem w tym miłym mieście obchodziłem swoje imieniny w szerokim gronie osób co dawało bardzo miłą atmosferę.

Comments are closed.